Z pewnością Ksawery się ocknie ze swojej dręczącej, jak senna zmora turbacji.

— Kto ci to powiedział?

— To wszystko przez pogodę, Ksawery. Gdyby była normalna wiosna...

— Kto ci powiedział: spał jak dolina?

— Ksawery, Ksawery! — powie Konrad Keller, wchodząc na wyż­szy stopień ciasnych i krętych schodów — wszystko byłoby inaczej, gdyby była wiosna, ciepło, bzy...

— Bzdura!

— Oczywiście — roześmieje się Pan Młody.

I gdy obaj znajdą się w blasku sali, gdzie pod ogromną ko­pułą, ucharakteryzowaną na niebo usiane gwiazdami, tańczyć bę­dzie kilka par, trochę samotnych i zagubionych wśród niewspół­miernie rozległej przestrzeni, a w dalszej perspektywie rzęsiś­cie oświetlonych salonów zarysują się grupki poszczególnych goś­ci, Ksawery Panek, mrużąc oczy oślepione jasnością, poszuka syl­wetki Marka Kurana, skoro zaś jej nie odnajdzie, jeszcze mocniej oczy przymruży i powie z akcentem pogardy:

— Małpi cyrk!

Chyba Pan Młody nie podejmie wątku, dla samego siebie za­chowując ocenę sytuacji.