— Kto zjada ostatni, ten jest piękny i gładki.

— Rzeczywiście, ma pan rację! Ale to właściwie na to samo wychodzi, sens podobny.

— Niezupełnie. Zjadać ostatki potrafi byle dureń. A przyjść ostatnim...

— Znaczy zwyciężyć?

— Zależy kto przychodzi ostatni. I kiedy.

— Mówi pan jak polityk.

— Na razie jak mężczyzna.

Znów chyba nastanie moment ciszy. Lecz gdyby się zdarzyło (a dlaczego miałoby się nie zdarzyć?), że dyrektor Teatru Stołecznego i Eryk Wanert znaleźliby się gdzieś nieopodal, Monika z pew­nością by to zauważyła i zawołała w ich stronę:

— Halloo, chłopcy! Jak się bawicie?

A skoro chłopcy podejdą, na progu pokoju ze schodami utworzy się grupa — natychmiast przez wiele osób dostrzeżona, szybkimi komentarzami podstemplowana i podana dalej.