Wówczas ona:

— Puść, będę miała siniak.

— Jutro o szóstej, tam, gdzie zawsze, tak?

— Nie wiem.

— Kłamiesz, dobrze wiesz, że przyjdziesz, bo też tego chcesz. Chcesz?

— Może.

— Nie może, na pewno. Tak?

Wiedząc, że to tak powie — zmusi się jednak, aby ten moment jeszcze odwlec, lecz to, czego będzie pragnąć, okaże się w niej silniejsze. I dopiero, gdy powie: tak — usłyszy je.

Wówczas Raszewski puści jej rękę i cokolwiek się cofnie.

— No, widzisz! Wiedziałem, że dojdziemy do porozumienia. Po co to wszystko zrobiłaś, idiotko!