łapie nas za brzydkie słowa, bierze nas na język:
odrobina kwasu cały zaczyn zakwasza.
Przyjdzie taki czas, przyjdzie czas,
kiedy wyjdziemy z głuchego podziemia,
na nagie, czyste słońce. Otworzymy wieka studzienek,
jak otwiera się oczy na zapach białej skóry,
draśniętej przez wiatr, po której przeszły
dreszcze pod kroplami deszczu,
kreślącego kreski w przybliżonym pionie,
raz nad podziw czarne, raz nad wyraz białe.