Osiemdziesiąty szósty

Gruba nieprzyzwoitość w biografii i tak grubo nieprzyzwoitej:

żyję dłużej niż matka. Po morfinę dla niej chodziłem na Retkinię

do jedynej w dzielnicy apteki, gdzie można było ją legalnie kupić.

Lekarze z Kopernika przepisywali aptekarskie dawki, żeby

„się nie uzależniła”. Żyła jeszcze dwa miesiące. Odeszła

nieuzależniona. W kilka miesięcy po pogrzebie

zaprosiłem do Łodzi Piotrka. Opowiadał studentom

o sardynkach, a chcieli raportu z oblężonego miasta

— dobiegał czterdziestki, ale był młodszy