niczym obietnica dalekiego miasta,
bez monitoringu i bez straży miejskiej,
z burmistrzem na wiecznym urlopie,
i z inną kamienną tablicą,
na którą sami naniesiemy prawa
ręcznym, rozkołysanym do woli pismem —
nie do czytania, a do złożenia jak podpis.
Dzień pracy się kończy, choć system pracuje,
zadziwia nas spóźniona hojność
obrotnego jak kamera sprzedawcy,