wiążę, wyczekujący, w zimny węzeł żalu.

Szukam serca w huczących pod ziemią tętentach,

które wzrokiem umarłych jak lontem podpalę.

Padnie iskra w zmęczenie. Czy odejdą w gorycz

wzgórza, co więżą w piersi krajobrazu nutę,

gdy jak gwiazdy w noc wzejdą zimową upiory

przeszłości? Kiedy runą na mroźne kolumny

zastygłych, martwych mitów, wyniosłych jak smutek?

Nocy, daremnie wbijasz gwiazdy w wieko trumny!

Pamiętaj — gdy mróz taje, krew się wolno sączy.