co skwarną dłonią zgarnie gęsty śnieg,

aż się przebiję długim korytarzem,

podziemny promień, na wiosenny brzeg.

Ja nie umarłem, jeno jestem tam,

gdzie źdźbła słoneczne skrzętny chomik ciuła,

i kołysankę przyszłym plonom gram —

nędzna to piosnka, chociaż bardzo czuła;

ale poczekam, skorom w sercu skrył

wiązkę promieni, którą w brzask przemycę —

żeby mi tylko nie zabrakło sił,