Jak kolumna od srebra, zwiemy firmamentem1,

Jeżeli wszystkie kwiaty znamy po imieniu

I śmierć z miłością wiążemy niby narcyz z różą,

A śledząc serc i planet obroty w skupieniu,

Znużenie ciszą zwiemy, a niepokój burzą,

O, jeśli wszystko ma swój dźwięk, barwę lub imię

Na tej ziemi, co czarna błękitem oddycha,

Jak nazwać falę wrzącą, co przez piersi płynie

A na usta jak gołąb wylatuje cicha?

Do Anny