Z chmury wiosennej grzmot wybiegł ku nim —

Deszcz się jak kasztan w górze rozszumiał,

Nagły i ciepły ślady ich spłukał.

Jesień na mogiłach wiosennych

To nic, że piasek powieki rozwarł,

Ziarnami w usta, w uszy się wwiercił —

Przez ziemię głuchą, przez wieko śmierci,

Miasta miłego słyszymy rozgwar.

Jakże go trudno spod czaszki wygnać,

Wrzawą po żyłach przebiega w tętna,