Których woń nozdrza łechce i bije pod piętra,

W zrudziałe balkoniki, w okna dubeltowe17,

Skąd zza szyb wyglądają głowy Prezydenta.

Tu w cieniach chorągwianych, z grubym drzewcem w palcach,

Odęte matadory, pytie18 małopolskie,

Ojce miasta — śnią Wiedeń, wiedeńskiego walca,

W listopadowy ranek, w dziesiąty rok Polski!

Deszczyk mży... gada mówca... Mokną uśmiechnięci,

Regionaliści ważni, serwiliści19 z nudy,

Mężowie zaufania, dźwigacze pieczęci!