Z próżnią przykro widoczną

Przestrzeń wnet się oswoi.

Poprzez wonność jodłową

Pójdą, każde w swą stronę,

Ciało — w ziemię lipcową,

Dusza w góry zielone.

Skazańcy

Od lat już leczą sobie płuca,

I krew im się ustami rzuca,

I gorączkują, kaszlą, plują,