Koncha, Perły i Słowik

Wieczór jest jako flakon — kiedy się odmyka,

Wszystko chciałby odurzyć perfumą słowika.

Muszlę nieba otwiera jak morza odmęty,

A z muszli perły srebrne lecą w firmamenty1.

Noc je na nitkach wątłych leciutko kołysze,

Niby główkę słowiczą zasłuchaną w ciszę.

Aż wschód w palce różowe pocznie gwiazdy chwytać

I w konchę niebios perły bledziutkie zamykać.

Przypisy: