I kaszel żebra nam rozsadza.

Przeciągły, głuchy, w izbie dudni,

Do gardła skacze i ujada.

Oddech chwytamy coraz trudniej,

W przekrwionych oczach fruwa sadza.

W ścianę stukają u sąsiada.

A za szybami ciągnie jesień —

Na liść ostatni dmucha mgłami.

I wyczerpanym, zakasłanym

Przygrywa miasto za szybami,