Po różnych krajach z płomieniem w oku,

Nie mogłem spocząć, powstrzymać kroków,

Jednego tylko tęskny widoku.

Gdy ku domowi zwracałem głowę,

Widziałem nad nim chmury gradowe,

Zwały kraczące, ciemno-wiorstowe1...

Chciałem je moim odpędzić słowem!

Chciałem wam chociaż z daleka pomóc —

Biegłem naprzeciw gońcom hiobowym2,

Z chmurą, stuwichrem przy blaskach gromu