Gospodarz stoi oparty plecami o bufet, za każdym szelestem pogląda ku placowi.
Jeden z gości siedzi z łokciami opartymi na stole i brodą na złożonych pięściach, mając przed sobą próżną szklankę, i patrzy tępo a uporczywie przed siebie.
Drugi gość zaklął z cicha, wstaje, przechodzi przez kawiarnię i siada na innym miejscu.
Młody, wtulony w kąt, szarpie nerwowymi ruchami porzuconą na stole gazetę, ogląda się, jakby chciał rozpocząć rozmowę, ale gdy wszyscy milczą, mruczy tylko coś niewyraźnego, po czym chwyta szklankę i wypija z niej resztę absyntu.
Psyche stoi oparta o słup werandy, zapatrzona w głąb.
Zegar wydzwania godzinę trzecią.
GOSPODARZ
Już trzecia...
I GOŚĆ
Do pioruna!...