a iż cię ziemi nie pokalał brud,
chociaż się czepiał twych pielgrzymich szat,
z których wykwitłaś oto — lilii kwiat,
biały, jak ongi87, i jeno schylony
rosą łez, którą w przelocie Eony
płaczą nad nędzą bezdenną żywota:
prawdą się iści88 twa wieczna tęsknota,
i coć snem było89 jeno90 w pierwszej dobie,
za czym łamałaś ręce swe w żałobie
— kiedy sen pierzchnął — błądząca śród cienia,