— To jest prorok, księżniczko — odpowiada żołnierz.

— A, ten prorok, którego tetrarcha się boi?

— Nie wiemy o tym, księżniczko...

— On straszne rzeczy mówi o mojej matce, nieprawdaż?

— Nie rozumiemy, co mówi, księżniczko...

— Tak, straszne rzeczy o niej powiada... wiem.

Sarrow znowu mówi to ze śmiechem, tonem złośliwego dzieciaka, który się cieszy, że jakiś prorok, postrach ojczyma znienawidzonego, mówi straszne rzeczy o nielubianej matce. — Jest w tym wiele finezji, pomysłowości, jest tak miłe dla publiczności „urozmaicenie” roli, ale to nie jest Salome Oscara Wilde’a.

„A, to prorok, którego tetrarcha się boi!” — Tu zapewne jest radość, rodzaj tryumfu... Jest ktoś, kogo tetrarcha się boi... Kto? — Prorok, który nadto straszne rzeczy ośmiela się mówić o królowej. Salome wie, że to jest prawda, ale niemniej jest to dziwne, że on się ośmiela... Prawie coś jakby groza powinna drgać w jej głosie. A teraz zaciekawienie, czysto kobiece.

— Czy ten prorok jest stary?

— Nie, księżniczko, to jest zupełnie młody człowiek...