— Pamiętam.

Patrzyła mu w oczy wyzywająco.

— Więc... więc cóż to było?

— Nie wiem. Niech pan zgadnie.

Uśmiechnęła się naraz nadzwyczaj uprzejmie i niewinnie dumnymi ustami, kończąc:

— Może moja fantazja.

Teraz uczuł, że blednie. Zęby zacisnęły mu się kurczowo. Wstał i chwycił ją za rękę.

— Słuchaj księżno — wykrztusił — jeśliś ty chciała mnie jak parobka... jeśliś myślała, że dość mi będzie potem... drzwi pokazać...

Urwał, szukając słów.

Księżna Helena patrzyła mu wciąż w oczy, jeno wzrok jej począł mętnieć i mgłą się zasnuwać, a ramię, palcami jego jak obręczą ściśnięte, zadrżało lekko.