— Nie. Dość.
Twardo zabrzmiały jej słowa. Wyszła, nie oglądając się. Słyszał jej elastyczne kroki, jak się oddalały w korytarzu, jak ginęły na schodach, dywanem tłumione...
Nagły szał go ogarnął; uczuł, że tę kobietę, którą przed kilku dniami jeszcze chciał obojętnie uwodzić, kocha do nieprzytomności — właśnie teraz, gdy mu się oddała... Przestraszył się, aż krew mu w sercu zamarła, bo zwykle u niego to było końcem, co oto początkiem się stawało...
Zobaczył ją znów po tygodniu. Przywitała go swobodnym uśmiechem i rozmawiała z nim uprzejmie i wiele, tak jak zawsze, tak jak z innymi. Czekał chwili, kiedy znajdą się sami. Nie unikała tego.
— Hela!
Spojrzała nań ze zdumieniem, przerywając w połowie jakieś uprzejme zdanie.
— Hela! Tęsknię za tobą...
— Panie Romanie?
Miał wrażenie, że go cięto biczem przez twarz. Krew uderzyła mu do głowy.
— Czy nie pamiętasz? — wyjąknął14 całkiem głupio.