Nie, wiadomości nie miał.
— Ach, naturalnie, biedaczka! Tyle przykrości tam musi przechodzić... To anioł, nie kobieta! Przecież z mężem jest rozwiedziona, a jednak na pierwsze jego wezwanie...
Urwała i wpatrzyła się Turskiemu w oczy z dziwnym, jakby drwiącym półuśmieszkiem.
— Poleciła panu pewno zająć się tutaj domem? — rzuciła nagle i nielitościwie.
Turski uczuł, że czerwieni się, nie wiadomo dlaczego.
— Tak, dała mi rzeczywiście jakieś drobne zlecenia...
Opanował się i spojrzał bystro w podmalowane oczy pani Ireny.
— Skąd pani wie o tym? — spytał.
— Ach, Boże! Czyż to trudno się domyśleć? Hela jest tak dobra, rzeczywiście tak dobra...
Zmusił się do uśmiechu.