— Panie Rohityn, niech się pan nie oburza. Lepiej tak będzie dla nas obu. Ja zdziczałem trochę w Azji i teraz mniej kłamię, aniżeli potrzeba. Dlatego radzę panu całkiem po przyjacielsku: niech pan mnie nie wtajemnicza w swoje sprawy osobiste, gdy ja pana o to nie proszę.
Powiedziawszy to, skłonił lekko głową110 i usiadł z gazetą w ręku na uboczu.
Rohityn mruknął za nim jeszcze: „Pan zdziczał naprawdę i dlatego się panu przebacza”, ale Turski udał pobłażliwie, że nie słyszy.
Zły był jednak i prawdziwie niezadowolony z siebie, że się dał wciągnąć w historie, które go stawiały z Rohitynem na jednym poziomie.
— Miłe koleżeństwo — wzdrygnął się. — Wkrótce mi gotów zaproponować, abyśmy sobie mówili po imieniu...
Ale ostatecznie nie o Rohityna mu chodziło. Czuł, że coraz mniej panuje nad wypadkami — owszem, daje się raczej porywać prądowi, w którego środku znalazł się wbrew chęci, nie wiadomo jak i kiedy. Księżna, wyjeżdżając przed paru dniami do umierającego męża, prosiła go, aby się zajął jej w pośpiechu opuszczonym domem, wysyłką niektórych rzeczy i tym podobnymi sprawami, które mógł doskonale załatwić ktokolwiek inny, bodaj ktoś ze służby.
Nie łudził się, że to obarczenie go drobnymi zleceniami miało jakiś cel, księżna chciała zaznaczyć swoją niby nieprzerwaną z nim zażyłość i zmusić go niejako w zupełnie prosty sposób, aby o niej myślał...
Dlaczego jej jednak na tym zależało? Tutaj kończyła się jego męska przenikliwość. A zwłaszcza że wiedział, iż nic nie jest tak dalekie księżnej, jak jakakolwiek chęć nawiązania z nim dawnego stosunku. Nawet przypuszczenie samo czegoś podobnego byłoby śmieszne. Owszem, był przekonany, że najlżejsze bodaj usiłowanie jego w tym kierunku (do czego zresztą wcale nie miał ochoty), spotkałoby się niewątpliwie z jej strony z chłodną i stanowczą odprawą.
— O co jej więc chodzi właściwie? — mruczał nieraz do siebie, gniewając się, że w ogóle o tym myśli.
W kilka dni po rozmowie z Rohitynem spotkał na jakimś samotnym spacerze panią Irenę. Była śmiesznie ubrana w letnią różową suknię, zgoła dla cery jej i koloru włosów nieodpowiednią, w słomkowym kapeluszu i z lekkim czarnym szalem na ramionach. Poznała go z daleka i poczęła mu dawać radosne znaki. Zbliżył się i przywitał. Zagadnęła go od razu, czy nie ma wiadomości od księżnej Heleny.