— To nieprawda! Turski nie żyje.
Poleski drgnął niespokojnie.
— Skąd pan to przypuszczasz?
— Nie przypuszczam, lecz wiem.
Z za odrzuconej gazety wyłoniła się zasępiona, wąsata, krzaczastymi brwiami ocieniona twarz Rogockiego, który dotychczas, zatopiony w czytaniu, zdawał się wcale nie zwracać uwagi na to, co około niego mówiono. Wpatrzył się na chwilę okrągłymi oczyma w garbatego lekarza i powtórzył z uporem:
— Turski nie żyje.
Merser śmiał się głośno.
— Rogocki mówi z taką pewnością, jakby był na jego pogrzebie...
— Byłem.
— Nie pleć pan głupstw! Przecież mówię, że dzisiaj z Turskim rozmawiałem!