— Aha. Rozumiem. Chce pan stylizować. Można, można... Nie wiem, czy pan widział, przed kilku tygodniami właśnie tak jedną współczesną rzecz wystawiłem... A więc tak zwana Reliefbühne130 i gra świateł elektrycznych...

— Owszem. Światłem elektrycznym będę się obficie posługiwać i w razie potrzeby zamknę scenę na płytko jedną tylną dekoracją, dającą się łatwo zmieniać, ale na ogół nie to dla mnie jest najważniejsze.

— Ciekaw jestem.

Turski się uśmiechnął.

— Niech pan patrzy: to jest narys budynku, a to jego przekrój podłużny.

— Doskonale — potwierdził Malinowski, nie mogąc się zorientować, co właściwie przedłożone mu rysunki mają oznaczać.

— Otóż widzi pan — ciągnął Turski dalej — że zniwelowany grunt, na którym gmach stoi, wznosi się jednak ku południu nieco ku górze, tak, że tylna część sceny jest już na równym poziomie z łąką, zaczynającą tutaj łagodnie opadać w stronę gór... Dzieli ją od niej tylko ta ściana, dającą się rozsunąć lub w razie potrzeby zastąpić olbrzymią taflą szklaną.

— Taflą szklaną? Czekajże, mistrzu kochany, toż taka szybka parę tysięcy będzie kosztowała...

— Może i więcej. Mniejsza o to.

— Tak, tak, ja wiem, że pan ma pieniądze — rzekł Malinowski z pewnym politowaniem, jakby wątpiąc, czy równą ilością rozumu Turski rozporządza.