Po pewnej chwili usunęła mu dłonie delikatnie.
— Dość już snów. Dosyć. Teraz proszę wstać i iść już i zapomnieć...
Podniósł się — posłuszny — z pełnymi łez oczyma.
— Albo nie, nie zapominać — szepnęła jeszcze — tylko myśleć o mnie zawsze dobrze i jasno...
Chciał coś odpowiedzieć, wargi mu się jeno poruszyły — przycisnął ręce do piersi i wybiegł z pokoju.
Stała chwilę, patrząc przed siebie.
Naraz pochwyciła kartkę papieru. Nerwowym ruchem skreśliła na niej ołówkiem cztery słowa: „Proszę przyjść — dzisiaj — wieczorem”.
Na kopercie położyła adres Płażyńskiego.
Zadzwoniła na służącego i oddając mu bilet do wysłania, kazała sobie równocześnie przywołać Iwonka.
Chłopiec wszedł, ociągając się, zły, że mu przerwano właśnie jakąś nadzwyczajną zabawę. Księżna ujęła go za ramiona i patrzyła mu długo w bystre, szare oczy. Wreszcie poruszyła głową z lekkim zniecierpliwieniem.