— Do Azji?!

— Tak jest. Z panem Turskim. A gdyby on się tutaj zasiedział, to nawet sam.

— Synku! I nie tęskniłbyś?... Nie żal by ci było...?

Chłopiec namyślał się przez chwilę.

— Nie. Chyba jednego pana Rogockiego, bo ci inni już mi się sprzykrzyli. Ale jego ostatecznie mógłbym wziąć ze sobą...

— A mnie? A mnie?

— Cóż ty, mamo... Ty i tak zawsze jesteś w swoim pokoju. Pisywałbym zresztą listy do ciebie i przysłałbym ci skórę upolowanego tygrysa...

Gdy nieco później Turski zaszedł do księżnej, zastał ją we łzach. Długo nie chciała nawet powiedzieć, o co płacze, aż wreszcie wybuchnęła:

— Wszystkiemu pan jest winien. Tyle dzisiaj miałam przykrości...

— Co takiego?