— Prosiłam pana, aby zamiar mój wstąpienia na scenę był na razie tajemnicą. Tymczasem musiał się pan o tym wygadać, bo wszyscy w mieście już wiedzą. Zepsuł mi pan niespodziankę.

— Ależ na Boga! Przed nikim nie wspominałem!

— Więc któż by?...

— Nie wiem. Może ten pani protegowany, Płażyński.

— Ach, Płażyński!... Pogniewał się, sama nie wiem o co i zostałam teraz w pracy bez pomocnika. Był mi w nauce naprawdę tak potrzebny, jako partner...

Zaczęła znowu płakać.

— Opuszcza mnie wszystko, nawet syn! Uwiódł mi pan syna. Marzy teraz o podróży do Azji i powiada, że nawet tęsknić za mną nie będzie.

Turski roześmiał się mimo woli.

— A tak, dobrze się panu śmiać, gdy pana w istocie nikt i nic nie obchodzi. Przez pana jestem samotna, opuszczona, pozbawiona przyjaciół i rodziny, nawet syn już nie do mnie należy.

Nie mógł żadną miarą zrozumieć, jaka jego w tym wszystkim ma być wina, ale dla przyzwoitości zaczął ją pocieszać, jak umiał.