— Gdzie pan mieszka? — spytała.

Wymienił nazwę hotelu.

Zaśmiała się nieco złośliwie.

— Czy zawsze jeszcze numer dwudziesty dziewiąty?

— Nie, księżno — skłamał. — Tego numeru podobno już wcale nie ma, jak wielu, wielu innych rzeczy, które były.

Słuchała z roztargnieniem rzeczywistym czy też udanym. Skinęła mu jeszcze raz głową.

— Książę pana zapewne odwiedzi. A do mnie — przyjdzie pan chyba sam? Choćby dla zobaczenia... mojego syna.

Wychodząc, zauważył dopiero w najciemniejszym kącie loży, na małym krzesełku pod wieszadłami zachmurzoną, osowiałą postać Rogockiego.

— Ty tutaj? — zdziwił się mimo woli.

— Tak — mruknął były adwokat... — Siedziałem przez cały akt, ale nie chciałem wam przeszkadzać. Czekaj, wyjdę wraz z tobą.