— Gdybyś chciał...?

— Mógłbym grozą wymusić posłuszeństwo najzupełniejsze dla siebie czy dla tego, komu bym oddał swój wynalazek... Jednym ruchem palca, na przyrządzie nie większym niż zwykły aparat fotograficzny położonego, mogę unicestwiać miasta i burzyć kraje całe tak, iż ślad by nie pozostał, że były...

— I co z tego? — spytał lord Tedwen, nie spuszczając zeń oka.

Teraz Jacek wzruszył ramionami.

— Nie wiem, nie wiem!

— Dlaczego nie oddałeś Grabcowi swego wynalazku?

Szybkim ruchem wzniósł Jacek głowę. Patrzył przez chwilę na twarz starca, jakby chciał z niej wyczytać znaczenie i zamiar tego pytania, ale oczy i rysy sir Roberta zarówno nic nie mówiły, jak obojętny na pozór ton słów wypowiedzianych.

— I tego nie wiem — rzekł wreszcie. — Miałem wrażenie, że powinienem to zostawić dla siebie i zniszczyć przed śmiercią albo użyć... w razie ostatecznej potrzeby... tylko jeden raz...

— Zniszcz swój przyrząd dziś jeszcze. Po co używać wysiłku na rozwianie fantomu, który nazwano materią, kiedy wcześniej czy później rozwieje się sam nieuchronnie?

— Źle jest tymczasem i podle...