Urwał i począł się oglądać za kapeluszem i rękawiczkami. Znalazłszy je, skłonił się szybko przed milczącą kobietą.
— Żegnam panią...
— Nie! Zostań pan jeszcze!
Nagłym ruchem przystąpiła doń z roziskrzonymi oczyma.
— Panie! Grajmy w otwarte karty. Co mi pan daje za... ową... tajemnicę?
Cofnął się z wolna ode drzwi i usiadł na najbliższym krześle.
— Nic, tak dalece. Mówiłem już pani. Sam nie wiem, co będę miał...
— Więc czemuż ja się mam narażać?
— Bo pani chce. Zaciekawia panią i pociąga to wszystko, co się stanie, co się stać może, właściwie: rada pani wziąć udział w tej największej i ostatecznej może już walce, która zatarga trzewiami ludzkości.
Zaśmiała się.