Cień niesmaku przebiegł po pięknych ustach tancerki. Patrzyła nań długo i chłodno.

— To pan przemawia na zgromadzeniach?

— Tak.

— Szukają pana?

— Tak.

— Co panu grozi?

Ruszył ramionami.

— Nie wiem. Przypuszczam, że zamknięcie, może dożywotnie, w jakim domu pracy...

— Pan się naraża na ujęcie, przychodząc tutaj we dnie...

Zawahał się na mgnienie oka.