— Azo! Co się stało? Jesteś ranna?

Usunęła mu rękę, którą chciał ująć.

— Nie, nie... — mówiła jakby sennie, patrząc mu w twarz nieprzytomnym wzrokiem.

— Nie chodź tam! — krzyknęła nagle, widząc, że Jacek zwrócił się ku drzwiom gabinetu, skąd wyszła.

— Co to jest?!

— Ja... ja...

— Co?

— Zabiłam... Nyanatilokę.

Z krzykiem przerażenia rzucił się Jacek ku drzwiom. W tejże jednak chwili na progu stanął Nyanatiloka. Blady był jak trup, w pobielałych wargach nie znać było ani kropli krwi, która za to obfitą, zaledwie przyschłą falą zalewała mu ciało i owiniętą około bioder przesłonę. Na piersiach, pod lewą brodawką, miał świeżo zasklepioną bliznę.

Aza, zoczywszy132 go, zatoczyła się i oparła plecami o ścianę. Krzyk zamarł jej w ściśniętym gardle.