Jacek cofnął się o krok.

— Nyanatiloka...?

— Nic, już nic, mój przyjacielu. Byłem bliski śmierci...

— Ty jesteś krwią świeżą zlany, na piersi masz bliznę!

— Przed chwilą była tu rana. Mogłem był umrzeć, bo nóż przeszedł przez serce... Ale w ostatniej chwili przytomności wspomniałem, że jestem ci jeszcze potrzebny. Wysiłkiem gasnącej woli chwyciłem tlejącą jeszcze iskrę świadomości i począłem się zmagać ze śmiercią. To była walka najcięższa, jaką kiedykolwiek stoczyć mi wypadło. Ale w końcu, jak widzisz, zwyciężyłem.

— Ty się chwiejesz na nogach...!

— Nie, nie! — uśmiechnął się blado. — To reszta osłabienia, która wnet przejdzie. Nic mi już nie jest. Czekałem na ciebie, wiedząc, że wrócisz tej nocy... Odejdziemy stąd...

Jacek poderwał się nagle.

— A moja maszyna!

Mędrzec wstrzymał go ruchem dłoni.