Teraz cała rzecz wydała się Markowi niezmiernie zabawną215. Zaciekawił go ten pewny siebie człowiek.

— Ależ owszem, owszem... Rad będę posłyszeć...

Mówiąc to, pochwycił poważnego malca pod pachę i wszedł z nim do wnętrza.

— A teraz — rzekł, gdy byli już sami — opowiedz mi, mój przyjacielu, jak to ja lud bałamucę?

Mały człowieczek odchrząknął i usiłował przybrać jak najpoważniejszy wyraz twarzy.

— Jestem Roda — rzekł z godnością.

— Bardzo mi przyjemnie.

— Jestem Roda — powtórzył tamten, widząc, że imię jego nie robi na Marku zgoła wrażenia.

— Słyszę! I cóż z tego?

— Arcykapłan Malahuda powinien mnie był kazać ukamienować...