— Niech żyje Zwycięzca! niech żyje! niech żyje!
Sławiono go znowu i wielbiono bez końca.
A on dostojnym ruchem monarszym skinął tłumowi i miał się już cofnąć z łaskawym na ustach uśmiechem, gdy naraz poczuł, że ktoś podniesioną dłonią dotyka jego łokcia...
Stał obok niego człowiek niewielki, o dużej, bujnym włosem porosłej głowie, i patrzył na niego przenikliwie, niemal groźnie, drobnymi, siwymi oczkami.
— Jeśli masz skargę lub prośbę, udaj się z tym do Ihezal — rzekł Marek.
Człowieczek potrząsnął głową na znak przeczenia.
— Z tobą chcę mówić — odezwał się — i spytać cię, dlaczego lud bałamucisz?
— A! co? co?
Marek tak był zdumionym213 tym niespodziewanym pytaniem czy zarzutem, że zrazu nie umiał znaleźć właściwej odpowiedzi. Mały człowieczek wytłumaczył sobie snadź214 na swoją korzyść to zakłopotanie olbrzyma, gdyż ściągnął brwi i powtórzył surowo:
— Dlaczego lud bałamucisz? Po co te bajki o Ziemi? Nie będę tutaj rozprawiał przed tłumem, ale jeśli chcesz, pójdź ze mną do świątyni i wytłumacz się...