— Cóż? czy poprowadzisz? — powtórzył.
Awij przeniósł z wolna wzrok na twarz Zwycięzcy, przyglądał mu się spokojnie i długo, a potem warknął:
— Źle zrobiłeś, żeś mnie nie zabił. Teraz ja będę w końcu zwycięzcą, bo ty jesteś głupi. Jak wszyscy ludzie.
— Więc nie powiedziesz?
— Ja powiodę! — odezwał się naraz niespodziewany głos z kąta sklepionej izby.
Marek odwrócił się żywo. Zapomniał był o obecności Nuzara, który, za nogę przykuty, leżał w cieniu na garści barłogu.
— Ty? ty? Czy znasz kraj szernów? — zapytał.
— Tak — odrzekł morzec, powstając. — Tam się urodziłem z ludzkiej branki, którą potem uduszono. A powiodę cię, panie, bo widzę, że jesteś od szernów silniejszy, i wiem, że zwyciężysz.
Awij zwrócił łeb w stronę dawnego sługi swego i wyrzucił z bezbrzeżną pogardą jeden tylko wyraz:
— Głupi!