— Tak, tak. Niech go szukają...
— Ci sami ludzie, co dotychczas?
— Jeżeli nie można znaleźć innych, którzy by go lepiej znali...
— Stanie się, jak Wasza Wysokość każe.
— Chciałbym jednak wiedzieć, gdzie przebywa — rzekł Elem po chwili.
Sewin spojrzał mu w oczy i skłonił głowę na znak, że zrozumiał.
Arcykapłan wstał i poszedł ku szerokiemu oknu, otwierającemu się na plac przed świątynią. Tu — na obszernej wolnej przestrzeni ćwiczyli się właśnie żołnierze pod wodzą Jereta w używaniu nowej palnej broni, sporządzonej przez zaufanych robotników, którym Zwycięzca powierzył tajemnicę wyrobu tego strasznego narzędzia. Elem nadsłuchiwał przez jakiś czas łoskotu bijących w tarcze strzałów i krzykliwego głosu komendy, a potem zwrócił się znów do oczekującego w pokorze Sewina.
— Kogo ci ludzie słuchają? — zapytał z nagła.
— Wasza Wysokość jest władającym arcykapłanem...
Elem przerwał mu niecierpliwym ruchem ręki.