— Jak to było? — powtórzyła szeptem bezwiednie — jak to było? jak było?...
Sny jej się dziewczęce przypomniały, a potem zjawa jasnego ziemskiego przybysza...
— Gdzie on teraz jest?...
W uszach zadźwięczały jej zasłyszane niegdyś zgrzytliwe słowa:
„Przeszedł Zwycięzca nad morzem i przez kraj przeszedł nizinny, a oto stało się, że do gór przyszedł wyniosłych i stanął przed nimi bezradny...”
I znowu:
„Służyć nam będzie plemię człowiecze — z wyjątkiem tej, która zechce zostać panią i pójdzie za szernem...”
— Nie! nie! nie! — krzyknęło w niej coś buntem rozpaczliwym.
Wyciągnęła ręce białe, z szerokich fioletowych rękawów wysunięte.
— Jeret! — wołała w głos, choć dawno już nikogo koło niej nie było. — Jeret! zmiłuj się! weź mnie z sobą! Ja chcę do Zwycięzcy! Nie zostawiajcie mnie tutaj pod urokiem szerna! Na oczach jego nie ma łańcuchów! Chcę do Zwycięzcy! Chcę widzieć, czuć, że on jest silniejszy, że on...