— Pewne części zabrać, mówicie, panie?

— Nie, nie, uspokójcie się! tylko na przypadek gdybyśmy nie wszystko zastali w porządku — rzekł szybko Mataret, po czym odciągnąwszy Rodę na bok, tak aby ich Nechem nie mogła słyszeć, zwrócił się do niego z wyrzutem:

— Po co straszysz babę? gotowa nam przeszkodzić...

Roda rzucił głową pogardliwie:

— Każę ją związać zaraz!

— Nie potrzeba.

— Owszem. Zwłaszcza że obawiam się zdrady, podejścia, zasadzki. Strażnicy mogą powrócić. Może są gdzieś w pobliżu...

— Dlatego też trzeba nam działać niezwłocznie...

Mówiąc to, spojrzał na góry. Oświetlone były ich szczyty od strony północnej; słońce snadź zbliżało się ku Ziemi.

— Patrz! na tamtej stronie jest właśnie dzień...