— Więc co z tego?
— Nic. Śpieszyć się musimy...
— Bez wątpienia — rzekł Roda. — Ale Nechem będzie nam przeszkadzała rozebrać wóz, jeśli jej związać nie każę...
Mataret chwycił go znów za rękę.
— Czekaj. Pierwej wóz trzeba obejrzeć. I wewnątrz także. Wszak Zwycięzca wyjaśnił ci jego urządzenie?
— Tak.
— Więc pójdźmy...
Zbliżył się do wozu, około którego stało dziewięciu ich towarzyszów, podziwiając w niemym uwielbieniu nadzwyczajną machinę. Patrzyli oni na ogromny stalowy cylinder, wryty w grunt głęboko, z którego sterczał stożkowaty szczyt pocisku ze zwieszającą się na wpół zbutwiałą sznurową drabiną.
— Tędy snadź wchodził Zwycięzca — odezwał się Roda, wskazując na nią.
— Wejdźmy — rzekł Mataret.