— Tak. Zdaje mi się... Ostrożnie! nie dotykaj! — dodał żywo, spostrzegłszy, że Mataret wyciąga rękę w stronę guzika. — Moglibyśmy wylecieć niechcący...

— Dlaczegóż niechcący? — rzekł Mataret z dziwnym uśmiechem.

Roda wzruszył ramionami.

— Wyjdźmy już. Dość długo tutaj siedzimy.

Mataret go zatrzymał.

— Czekaj. A gdybyśmy tak wyruszyli naprawdę „na tamtą stronę” we dwóch?

— Czyś oszalał?!

— Nie. Bądź co bądź Zwycięzca walczy w naszej sprawie, a potrzeba mu pomocy, bo inaczej padnie w wojnie z szernami... Można by mu tę pomoc sprowadzić z „tamtej strony”... Wesprą go zapewne, gdy się dowiedzą...

Roda stanął między Mataretem a złowieszczą gałką w ścianie.

— Wychodzimy stąd natychmiast! — rzekł. — Idź naprzód i otwieraj klapę!