Mataret się zaśmiał.
— Przeląkłeś się? Nie bój się! nie mam przecież zamiaru... To żart był tylko...
W tejże jednak chwili szybkim ruchem sięgnął ponad ramię mistrza i wepchnął gałkę w metalowy pierścień, rozgniatając szkło.
Lekki dreszcz wstrząsnął podłogą pocisku.
— Co robisz! — krzyknął Roda.
Mataret był blady.
— Nie wiem, czyś się nie omylił — rzekł. — Zdaje mi się, że stoimy w miejscu...
— Nacisnąłeś guzik?!
— Tak.
Roda rzucił się ku schodkom, ale Mataret go powstrzymał.