— Jeret — rzekł — wierz mi, że nie masz powodu...

— Nie mówmy o tym, panie. Rad jestem, że krew nasza nie na próżno była rozlana. A obawiałem się już, że zechcesz nas odwieść stąd...

— Ale czy wy pozostać zechcecie?

— Ludzie są zmęczeni i pilno im do domów. Myślę jednak, że zostaną, gdy im ty, Zwycięzco, rozkażesz. Początkowo będzie tu ciężko, bo szernowie zapewne pokoju nam nie dadzą. Zostaniemy jednak, dopóki inni nie przyjdą, aby się tutaj już osiedlić, i obrony stałej nie utworzą.

— Czy i ty chcesz tu pozostać?

— Tak. Na zawsze.

— Jak wolisz! Myślałem zabrać cię z sobą.

— Nie. Wracaj, panie, sam nad Ciepłe Stawy i ucz ludzi prawa...

— Poczekam na Anasza. Wedle tego, coś mówił, powinien by dzisiaj przywieść posiłki...

— Sądzę, że jutro spotkamy go nad morzem lub na naszym dawnym szlaku w głąb kraju...