Zamilkł na chwilę. Po jakimś czasie dopiero Marek ozwał się znowu, patrząc z boku na zadumanego młodzieńca:

— Osadnicy zapragną tutaj pobudować domy i założyć rodziny... Czyś i ty?...

— Ja?

— Tak. Zamierzałeś niegdyś pojąć w małżeństwo... wnuczkę Malahudy. Czy mam ci ją przysłać tutaj, powróciwszy za morze?

Jeret spojrzał mu prosto w oczy.

— Panie, czy ty sądzisz, że wnuczkę Malahudy można komuś przysłać?

— Myślę, że mnie posłucha, gdy jej powiem, że taka jest moja wola...

— A jeśliby cię posłuchała, czy sądzisz, panie, że ja ją zechcę wziąć z twoich rąk?

Nie mówiono już więcej o tym.

Namioty zwinięto rychło i ruszono znowu na północ, ku morzu. Nad większymi rzekami i w pobliżu wybrzeża miano dopiero zostawić załogi.