Wionęła mu tym słowem w twarz z pobliża, usta naprzeciw ust jego wzniesionych trzymając.

— Tak.

Stała nad nim ze świadomym uczuciem przewagi nieodpartej, przemożnej: oto w tym człowieku, jak dziecię w dłoniach jej cichym, wiedza świata niezgłębiona, mądrość cała najgórniejsza do stóp jej się chyliła. Przez piękność swoją i płeć mogła jej rozkazywać teraz tak, jak rozkazuje już tym twórcom wszystkim, poetom, malarzom, muzykom, co pono wyżsi mają być od niej! Jak tłumowi rozkazuje, bogaczom, dostojnikom, starcom i młodzieży.

Zamajaczyły jej w pamięci słowa Grabca, niedawno do niej wypowiedziane:

„Mistrz Jacek ma wynalazek tajemniczy i straszny. On go sam nie wyzyska, lecz kto go opanuje, będzie królem świata samowładnym”.

Królem świata!

Schyliła się ku niemu jeszcze więcej. Drobne pasma jej włosów, opadłe ze skroni, muskały białe czoło mędrca.

— A wiesz, że ja jestem piękna? Piękniejsza niż życie, niż szczęście, niż sen?

— Tak.

— I ty nigdy jeszcze ust moich nie całowałeś...