— W błędne koło wchodzimy. Tak różny jest sposób myślenia mój a twój, że snadź487 nigdy nie dojdziemy do porozumienia. Czyż wiedza może być od woli zawisła488?
— Tak. Jest od woli zawisła.
Zaległo na chwilę milczenie. Jacek usiadł znów i wsparł głowę na dłoniach.
— Dziwnie mi prawisz. Trudno mi uznać wyniki twego, tak niepojętego dla mnie rozumowania. A jednak pociąga mnie to wszystko, ta wiedza twoja spokojna i pewna, na akcie woli oparta. Mówże mi, czym jest ten duch dla ciebie?
— Duch jest tym, co jest. Wszystko się stało przez niego, a bez niego nic się nie stało, co się stało.
Jackowi zamajaczyła w oczach ogromna siwa głowa lorda Tedwena, nad księgą Ewangelii św. Jana schylona.
— Więc i ty, i ty to samo... — szepnął.
Nyanatiloka zdawał się nie słyszeć.
— Świat powstał z ducha — prawił dalej — duch jest światłością życia i prawdą jego jedyną, a co naokół niego, to pozór jedynie zeń wysnuty i na razie przemijający. Duch stał się ciałem...
— A jeśli zamrze wraz z ciałem? — wtrącił Jacek mimo woli.