Wschodni mędrzec uśmiechnął się.
— Jestżeś zdolny489 bodaj na chwilę tak przewrotną rzecz przypuścić?
— Nie wiem nic. Przed tobą przyznaję się otwarcie do tego, że nie wiem. Są ludzie, co twierdzą, że tak zwane ciało, bez względu na to, czym ono jest, nie zaczątkiem, ale ostatnią fazą jest ducha, który się weń ścina, aby się nareszcie uwolnić od prężności własnej i zginąć z nim razem.
— Nie ginie duch. Nie może zginąć to, co naprawdę jest.
— Więc jaki jego los po śmierci ciała? Po stracie tych zmysłów, którymi widzi, czuje, słyszy, po stracie mózgu, za pomocą którego myślał?
Nyanatiloka nie spuszczał oka z mówiącego.
— Wolny wtedy jest.
— I co?
— Jest. Jedyną prawdę czerpie wtedy ze siebie, zamiast ulegać z winy zmysłów tak często innych duchów prawdzie lub śnieniu.
— Nie rozumiem.