— Niepotrzebnie mówię z tobą dzisiaj o tych rzeczach — rzekł. — Myślenie nuży mnie teraz i do ostatnich granic wyczerpuje. Mam wrażenie, żem stracił chwilowo zdolność sądzenia: słowa twoje w dziwny stan mnie wprowadzają. Nie mów, nie mów mi więcej. Boję się! Gdzie indziej muszę myśl teraz zwrócić... a głowę mam oszołomioną, niemocną...
Tarł czoło rękami.
Hindus powstał.
— Pójdę — rzekł. — Odwiedzę cię kiedy indziej.
Jacek zaprzeczył żywo.
— Nie, nie! Pozostań. Wiele jest rzeczy, co do których właśnie chciałem ciebie spytać o radę... Tylko teraz muszę nieco ochłonąć.
Dotknął ręką dzwonka, wzywając służącego.
— Trzeba się przede wszystkim posilić — rzekł z wymuszonym uśmiechem.
Służący właśnie wchodził. Jacek zatrzymał go we drzwiach skinieniem dłoni.
— Przygotuj nam śniadanie i poproś posłów z Księżyca, żeby tu do mnie przyszli...