Po odejściu lokaja Nyanatiloka podniósł oczy na Jacka.
— Jak zamyślasz postąpić wobec tych wieści o przyjacielu twoim, Marku?
Jacek tak już był przyzwyczajony, że ten niepojęty człowiek myśli jego czyta, nim w słowach się pojawią, iż nie zdziwił się nawet, skąd może wiedzieć o wydarzeniach ostatnich tygodni. Wzruszył tylko ramionami i rozłożył ręce szeroko.
— Nie wiem jeszcze. Podejrzani mi są ci karzełkowie. Zdaje mi się, że trzeba będzie nowy wóz zbudować i jechać na Księżyc...
Błysnęła mu jakaś myśl. Urwał i spojrzał na Nyanatilokę.
— Słuchaj, przecież ty byś mi mógł powiedzieć, co się z Markiem dzieje...
„Bikhu” potrząsnął głową przecząco.
— Nie wiem. Mówiłem ci już raz, bracie, że wola ludzka nie posiada granic w swoim działaniu, ale wiedza jest ograniczona i świadomość nie wszędzie dotrzeć zdoła. Zasady poznaje najgłębsze, lecz wiele szczegółów jest przed nią zakrytych, bo z obcych wynikają źródeł.
— A jednak wiesz zazwyczaj, co ja myślę.
— Gdy mówisz do mnie myślami, wiem. Uderzasz mimo woli myślami ducha mojego.