a ze środka wstające zwątpienia padalce
tak me usta spieczone śliskim ciałem łechcą,
że mi trudno się rozstać z trucizną i jadem
z obliczem potworu w złotej czaszy bladem!
O! mnie nie żal tej czary wystygłej i próżnej
soków, które by czyste upojenie dały,
próżnej soków, co życie by mi świeże wlały;
ale nie chcę, by świat mi był choć kroplą dłużny
wszystkich cierpień, co fatum w mój kielich włożyło —
nie chcę od nich spokojną bronić się mogiłą!